Instrukcja Tęsknoty: Refleksja nad Pieśnią nad Pieśniami 3
Bóg, którego nie ma w łóżku: O nocy i szukaniu
Zaczyna się od uderzenia w splot słoneczny: „Na moim łożu nocami szukałam tego, którego kocha moja dusza". To nie jest romantyczne westchnienie. To egzystencjalny niepokój. W kontekście nauki Jezusa to obraz „nocy ciemnej" – momentu, w którym religijne schematy przestają działać. Możesz odmawiać pacierze, możesz leżeć w bezpiecznym „łożu" swoich przyzwyczajeń, a Jego tam nie ma.
Jezus wielokrotnie prowokował ten brak. Pozwalał apostołom bać się w łodzi podczas burzy, zwlekał z przyjściem do grobu Łazarza. Dlaczego? Bo miłość, która nie szuka, szybko staje się muzeum. Oblubienica z Pieśni musi wstać i wyjść „na rynki i ulice". To radykalne: Jezus nie jest Bogiem zamkniętym w bezpiecznej sypialni naszych prywatnych pocieszeń. On jest w „mieście" – tam, gdzie jest brud, hałas i inni ludzie. Szukanie Go wymaga wyjścia z siebie, zaryzykowania reputacji (co kobieta robi sama nocą na ulicy?). To lekcja o tym, że wiara to nie osiadły tryb życia, ale nieustanna ekspedycja.
Strażnicy, którzy nic nie wiedzą
W trzecim wersecie pojawiają się strażnicy. W każdej epoce są tacy „strażnicy" – instytucje, autorytety, ludzie, którzy mają pilnować porządku. Oblubienica pyta ich o Umiłowanego, a oni... milczą. To uderzające. Można znać miasto (strukturę religii), a nie znać Tego, o kogo w tym mieście chodzi.
Jezus często ścierał się z takimi strażnikami. Faryzeusze znali Prawo na wylot, ale nie rozpoznali Miłości stojącej przed nimi. Pieśń nad Pieśniami uczy nas tutaj zdrowego dystansu: pośrednicy są ważni, ale to nie oni są celem. Spotkanie z Jezusem dzieje się „nieco dalej" („ledwie ich minęłam, znalazłam tego..."). To intymne „znalezienie" jest owocem determinacji, która nie zatrzymuje się na urzędowej odpowiedzi.
Pustynia, która pachnie mirrą
Kiedy akcja przenosi się na pustynię (w. 6), obraz gwałtownie się zmienia. Widzimy słupy dymu, mirrę i kadzidło. W nauczaniu Jezusa pustynia to miejsce walki, ale i objawienia. To tam kusił Go diabeł i tam karmił tłumy chlebem.
Ta, która „wyłania się z pustyni", jest obrazem Kościoła i każdej duszy, która przeszła przez próbę. Mirra to zapach cierpienia i pogrzebu, kadzidło to zapach modlitwy i bóstwa. Tu tkwi sedno: nie da się być blisko Jezusa, pachnąc tylko perfumami z drogerii. Trzeba przesiąknąć „proszkami kupca" – trudem życia, który w rękach Boga zamienia się w najpiękniejszą woń. To paradoks chrześcijaństwa: najpiękniej pachniemy wtedy, gdy jesteśmy „wywędrowani" i zmęczeni szukaniem Boga.
Lektyka Salomona czy Krzyż Chrystusa?
Finał rozdziału to opis wspaniałego orszaku. Sześćdziesięciu mocarzy z mieczami ma chronić przed „strachem nocnym". Salomon pyszni się złotem i purpurą. Ale spójrzmy głębiej.
Jezus, prawdziwy Salomon (Król Pokoju), też sprawił sobie „lektykę". Jego tronem stało się drzewo Krzyża. Zamiast sześćdziesięciu mocarzy z mieczami, miał wokół siebie przerażonych uczniów i rzymskich żołnierzy. Ale werset 10 mówi coś genialnego: wnętrze tego tronu było „wyścielone miłością".
To jest ta „wnikliwa" prawda, której szukamy. Wszystko w nauce Jezusa – od błogosławieństw po mękę – jest taką konstrukcją. Z zewnątrz może wyglądać groźnie (miecze, strach nocny), może wydawać się królewsko niedostępne, ale w środku, w samym rdzeniu, jest tylko „ahawa" – miłość. Jeśli wejdziesz w relację z Chrystusem, odkryjesz, że On nie potrzebuje ochrony mocarzy. On sam jest Twoją ochroną przed nocnymi lękami.
Korona, która zmienia wszystko
Rozdział kończy się wezwaniem, by wyjść i zobaczyć Króla w koronie. Matka koronuje go w dniu zaślubin. To niesamowity obraz Matki Bożej pod krzyżem. Tam odbyły się zaślubiny Boga z ludzkością. Korona Salomona była ze złota, korona Jezusa z cierni, ale w oczach wiary to ta sama korona chwały.
Wniosek? Trzeci rozdział Pieśni nad Pieśniami to instrukcja obsługi tęsknoty. Uczy nas, że nocne poszukiwania Boga nie są błędem w systemie – są częścią planu. Jezus nie daje się znaleźć od razu, byśmy nauczyli się Go trzymać („pochwyciłam go i nie puszczę"). Uczy nas, że droga do zjednoczenia prowadzi przez miasto (codzienność) i pustynię (oczyszczenie), aż do momentu, gdy zrozumiemy, że cały ten wszechświat jest lektyką, którą On nas niesie do domu Ojca.
Wszystko inne to tylko dekoracje. Liczy się tylko to, czy Twoje wnętrze jest – tak jak Jego – wyścielone miłością.